Listonosz doradził, żebym się porozumiała z nadawcą paczki i dokładnie sprawdziła, co miało w niej być. Dostałam spis zawartości, ale właśnie wtedy zaczęła się awantura, bo ja zażądałam tego, co było zapakowane, a pani na poczcie oświadczyła, że może tylko spisać to, co jest, a o braki trzeba walczyć w sądzie. Będzie zeznawać pracownik poczty, która paczkę przyjęła i dostanę odszkodowanie, jeśli sąd przyzna mi rację. Nie miałam ani siły, ani ochoty na bieganie po sądzie. Dziś wiem, że gdyby wtedy były taśmy pakowe, nie byłoby tamtej awantury, nie szarpałabym sobie nerwów.
Bardzo długo miałam wręcz uraz do wysyłania czy zamawiania jakichkolwiek paczek. Kiedy wspomniałam listonoszowi o tamtej awanturze, przyznał mi rację. On też bardzo się cieszy, że może dostarczyć paczkę nienaruszoną, pięknie opakowaną dzięki takim taśmom jak taśmy pakowe. Podobno poczta, na której pracuje już wiele lat, niejeden raz płaciła odszkodowanie, stosując formę ugody z odbiorcą. Nie chcieli drogi sądowej, bo to na ogół podnosiło tylko koszty. Taśmy pakowe rozwiązały problem, są ładne, łatwe w użyciu, wcale nie droższe niż dobry sznurek. A kto chce mieć spokojny sen po wysłaniu paczki, niech ją kupi i stosuje.